wtorek, 12 lutego 2013

rozdział 83

Lekarz powiedział, że ciąża Karoli najprawdopodobniej jest zagrożona. Jeśli jeszcze raz będzie miała taki skok ciśnienia to już okaże się tak na pewno. Carlos od razu chciał do niej wejść, ale lekarz mu zabronił. Zaczął się z nim spierać, ale i tak to nic nie dało. Kłócił się z nim, kłócił, ale nie przyniosło to żadnych skutków. Usiadł bezradnie na krześle i schował twarz w dłoniach. Kucnęłam przy nim i mocno przytuliłam.
- Nie martw się. Będzie dobrze.
- To wszystko cholera przez to, że ciągle mnie przy niej nie ma, gdy tego potrzebuje!
- Carlos...
- Co Carlos?! No co Carlos?! Przez tą cholerną pracę nie mogę być przy tym jak rozwija się moje dziecko! Cały czas jestem z dala od tego, a teraz mogło mu się coś stać! Jeszcze ten pożar!
- Nie jesteś i tak w stanie nic zrobić.
- I to jest najgorsze!
- Proszę się uspokoić. To jest szpital. A pani, pani Caroline to powinna być na sali. - odezwała się jakaś pielęgniarka
Pożegnałam się z chłopakami i poszłam na swoją salę. I co? Miałam tak siedzieć i nic nie robić? Nic mi nie jest tylko nawdychałam się trochę tego dymu, a ci robią wielkie halo z tego. Trudno, ale chce jak najszybciej stąd wyjść. Niech skończy się to wszystko i w końcu wyjdźmy wszyscy na prostą...

Kiedy okazało się, że z dziewczynami jest wszystko ok, tylko zastają na obserwacji to od razu zadzwoniłem do Andrei, żeby się z nią spotkać. Przez cały czas kiedy byłem w trasie kontaktowaliśmy się ze sobą bardzo dużo. Miałem nadzieję, że w końcu spotkałem kobietę z którą mógłbym się związać tak na poważnie. Umówiliśmy się u niej, więc ustawiłem sobie GPS i dwadzieścia minut później byłem u niej pod blokiem. Sprawdziłem dokładnie adres i zaraz znajdywałem się pod jej drzwiami. Otworzyła mi będąc ubrana w zwykłą zieloną sukienkę, ale dla mnie i tak wyglądała cudownie.
- Jesteś śliczna.
- Ilu dziewczynom już to mówiłeś?
- Andrea, przestań. Mówię prawdę.
- Dziękuje. - musnęła mój policzek, patrząc mi prosto w oczy
Jednak jej oczy jakby zahipnotyzowały mnie i przyciągnąłem ją do siebie, obejmując w talii i wpiłem w jej usta. Na początku obawiałem się, że mnie spoliczkuje jednak odwzajemniła pocałunek. Moje dłonie zaczęły krążyć po jej ciele, a ona ściągnęła z moich ramion kurtkę, która znalazła się na podłodze, a zaraz za nią w ślad poszła reszta naszej garderoby. Mając na sobie jedynie bieliznę dziewczyna założyła na mojej szyi dłonie, by unieść się i objąć mnie nogami w biodrach. Trzymając ją przeszedłem w stronę kanapy, która stała w salonie, aby pozbyć się zbędnych w tej chwili rzeczy, które osłaniały nasze ciała i złączyć nasze ciała w jedność...

Byłem załamany. Próbowaliśmy znaleźć kogoś kto odremontuje nasz dom i umówiliśmy się z kilkoma firmami, jednak każdy kto tu przychodził odmawiał. Stwierdzał, że jest tu naruszona konstrukcja domu i nawet po remoncie mogłoby to się wszystko zawalić. Nie byliśmy w stanie nic zrobić. Pocieszali nas tym, że mamy ubezpieczenie i dostaniemy za to sporą sumę pieniędzy, ale to nie o pieniądze tu chodziło. Tam było wszystko, to w tym domu zapoczątkowały nasze miłości, tam były wszystkie wszelakie nasze nagrody, które poszły z dymem. Karolinie policjant powiedział, że ogień nie doszedł na piętro. To chyba nie miał pełnych informacji albo lekarz wcześniej zabronił mu mówić o rzeczach, które mogłyby ją zdenerwować, bo ogień się tam dostał. Gdyby nie wpadli tam strażacy w odpowiednim momencie i nie wyciągnęli Karoliny odurzonej jakimś środkiem to nie wiem co bym zrobił. Na szczęście żadnej z nich się nie stało, ale...
- Chłopaki, chyba będziemy musieli odwołać trasę. Musimy się zająć tym wszystkim. - ubiegł mnie Kendall
- Na to wychodzi. Jednak szkoda mi naszych fanów...
- Powinni zrozumieć.
- Zrozumieją. - dodał od siebie Carlos

Logaś jest, czas na Kendzia ;D Pojawi się z czasem :P
Dedykowany Edzi <3

sobota, 2 lutego 2013

rozdział 82

Obudziły mnie jakieś szmery. Chciałam jeszcze spać, ale to mi przeszkadzało. Otworzyłam oczy, a obok mnie siedział Carlos, który rozmawiał z Kendallem. Że przepraszam, co oni tu robią?! Patrzyłam na nich i starałam się nieco rozbudzić, a to Kend pierwszy zobaczył, że już nie śpię.
- Księżniczka nie śpi.
- Idiota. - stwierdził Carlos i przytulił mnie
- Nawet nie wiesz jak się martwiłem. To było okropne nie wiedzieć co się z wami dzieje. Policja nam wszystko powiedziała...
- Musimy o tym mówić? Gdzie reszta?
- Aaa, James u Karoliny, a Logan na randce.
- Co? Jakiej randce?
- Żebyś Ty go widziała w trasie. Codziennie rozmawia z An, An... Nie Anna, Kendall.
- Andrea, sklerotyku.
- No ma się swoje lata. Stary jestem. To ten, codziennie sobie rozmawiają i się nam chyba coś kroi. Andrea i Logan, jest ok. Ale Karolina i Carlos lepiej brzmi, prawda kochanie? Karolina i Carlos Pena. Właśnie! Ja jestem twoim narzeczonym! Musimy ustalić datę ślubu.
- Nie zapędzaj się skarbie. - nachyliłam się do niego i musnęłam w usta, a wtedy zaczął boleć mnie brzuch
- Carlos... - zaczęłam zwijać się z bólu, to było tak okropne, ale ten ból był nie ważny, nie chciałam, żeby coś stało się dziecku!
- Karola, ej. Co jest? - ścisnęłam dłoń Kendalla, bo nie byłam w stanie nic z siebie wydusić
Do sali wpadły pielęgniarki, jedna wyrzuciła Kendalla i nie chciała wpuścić Carlosa, a druga wstrzyknęła coś w moją rękę i przed oczami zobaczyłam ciemność...

Nie spałam już dłuższą chwilę, leżałam sobie tylko z zamkniętymi oczami, gdy drzwi się otworzyły i spojrzałam w tamtym kierunku. Przetarłam oczy, ale to naprawdę do środka wszedł James, który podszedł do mnie i wpił w moje usta.
- Przepraszam. Kochanie tak bardzo przepraszam.
- James, nie to ja przepraszam.
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie mocniej. - przywarłam do niego i mocno, mocno przytuliłam
- Nawet nie wiesz jak się martwiłem.
- James...
- Nie, kochanie. Nic nie mów. Wszystko jest w porządku. Domem się zajmiemy.
- Ale skąd wy się tu wzięliście?
- Następny koncert za 3 dni to wynajęliśmy helikopter i przylecieliśmy.
Chwilę porozmawialiśmy, ale chciałam iść zobaczyć się z resztą. Wyszliśmy z sali i poszliśmy piętro wyżej, ale dobrze, że James wiedział gdzie sala Karoliny, bo ja zapomniałam ją oto wczoraj zapytać. Kiedy tylko zbliżaliśmy się do sali wiedziałam, że coś się stało. Carlos chodził wzburzony, a Kendall starał się go uspokoić, ale ten zaczął się do niego rzucać. Spojrzeliśmy po sobie z Jamesem i podbiegliśmy w ich stronę. Przestraszyłam się dowiadując się, że coś się stało Karolinie.  Z sali wyszedł lekarz i to było jeszcze gorsze...

Słoneczka, krótko jest, ale mam jeszcze tydzień ferii to będzie częściej ;)

Sabgli Szykuj, szykuj ten tasak :D Ja się go nie boję :P (ale chyba zacznę... XD)

Na razie wątek Karolin, ale zaraz wróci pełną parą Logiś i Madzia z Kendem, spokojnie dziewczęta ;D

czwartek, 31 stycznia 2013

rozdział 81

Trafiłam do szpitala, pielęgniarki zajęły się mną, ale nie mogłam się dowiedzieć co z Karoliną. Nie chciały mnie wypuścić i prawdopodobnie zostanę na obserwacji, bo dziecko. Ale przecież tam trzeba się wszystkim zająć. Wszystko tam zostało spalone... Posadziły mnie na wózek i zawiozły do sali, wcześniej dając szpitalną piżamę. Kiedy tylko wyszły, ja także opuściłam pomieszczenie i szłam korytarzem szukając jakiegoś lekarza. Na moje nieszczęście nie znalazłam takowego, a zaraz zobaczyła mnie pielęgniarka i pogoniła do sali, dając mi mój telefon, który ciągle dzwonił. Miliony nieodebranych połączeń od chłopaków... Jak ja mam im o tym wszystkim powiedzieć? Tak naprawdę to ja sama nic o tym nie wiem. Ale chyba czas nadszedł, żebym się dowiedziała, bo pojawili się u mnie policjanci. Najprawdopodobniej to było podpalenie. Od razu miliony pytań nasunęły mi się do głowy. Czemu ktoś chciał to nam zrobić? W jakim celu i z jakiego powodu? W trakcie naszej rozmowy zaczął dzwonić mój telefon, ale nie zwróciłam teraz na niego uwagi.
- Czy mógłby chociaż pan powiedzieć co z moją przyjaciółką? Nie mogę się niczego dowiedzieć.
- Chodzi o tą dziewczynę, która była w środku? - przełknęłam głośno, miałam nadzieję, że jednak jej tam nie było
- Tak.
- Nie wiele wiem, ale chyba wszystko z nią w porządku. Ogień nie zdążył rozprzestrzenić się na górze, dochodząc do pokoju pani przyjaciółki.
- Czyli... Nic poważniejszego jej nie jest?
- Nie, spokojnie. - położył rękę na moim ramieniu i wyszedł z sali
Telefon zaczął dzwonić kolejny i w końcu odebrałam. Najpierw dostałam opieprz za siebie i Karolinę, jakby to moja wina była, że nie mogłam odebrać, ale w końcu podczas monologu Carlosa wtrąciłam, że jestem w szpitalu.
- Że co proszę?! Jakim szpitalu?! Co się stało?! KAROLINA!
- Spokojnie. Nic nie jest ani mi ani Karoli, choć jeszcze się z nią nie widziałam.
- Słucham?! To wy obie jesteście w szpitalu? Co tam się stało?!
- W naszym domu był pożar...
- Pożar?! - usłyszałam głos wszystkich
- Z tego co powiedział mi policjant to podobno było podpalanie.
- Ale Karolinie nic na pewno nie jest? - odezwał się James
- Tak powiedział policjant. Mi karzą siedzieć w sali.
- Zostawić was same, to zaraz coś się niedobrego dzieje...
- Jakby to była nasza wina!
- Ej, kochanie. Spokojnie. - usłyszałam Carlosa
Gdy zakończyłam rozmowę i tak wymknęłam się z sali w celu znalezienia Karoliny. Przecież gdzieś musiała tutaj być. Przeszłam cały ten oddział, a potem zeszłam piętro niżej i tam w telewizorze, który wisiał w korytarzu mówiono o naszym domu. Gdy spojrzałam na nasz dom... On mi go nie przypominał. Jak był w kolorze, to teraz był cały czarny. Powstrzymałam łzy i poszłam w głąb korytarza. W końcu w jednej z sal znalazłam Karolinę. Weszłam po cichu do środka, bo wydawało mi się, że spała. Jednak, gdy podeszłam do jej łóżka zauważyłam na jej policzkach łzy. Dotknęłam jej dłoni, a ta otworzyła oczy, po chwili przytulając się do mnie.
- Hej, co się stało?
- Ja chciałam uciec, ale ktoś przyłożył mi to do ust...
- Czyli jednak podpalenie. Ale kto mógł to zrobić?
- Widziałam ją, zanim straciłam przytomność. To była Majka.
- Słucham?!
- Tak mi się wydaje.
- Co za idiotka! Czego ona jeszcze od nas chce?!
- I nie jestem w ciąży. - spojrzałam na nią, a widać było, że tego pragnęła
- Tak mi przykro... - przytuliłam ją mocno, a ta zaczęła jeszcze bardziej płakać

Dobra, powiedziałam Wam :P Wszystko wyszło na jaw, ciąży nie ma, Majka spowodowała pożar i się zaczyna :P Zmieni się na gorsze, na lepsze? Hmm?
Mam ferie, wena jakoś jest, jest i rozdział :P