sobota, 2 lutego 2013

rozdział 82

Obudziły mnie jakieś szmery. Chciałam jeszcze spać, ale to mi przeszkadzało. Otworzyłam oczy, a obok mnie siedział Carlos, który rozmawiał z Kendallem. Że przepraszam, co oni tu robią?! Patrzyłam na nich i starałam się nieco rozbudzić, a to Kend pierwszy zobaczył, że już nie śpię.
- Księżniczka nie śpi.
- Idiota. - stwierdził Carlos i przytulił mnie
- Nawet nie wiesz jak się martwiłem. To było okropne nie wiedzieć co się z wami dzieje. Policja nam wszystko powiedziała...
- Musimy o tym mówić? Gdzie reszta?
- Aaa, James u Karoliny, a Logan na randce.
- Co? Jakiej randce?
- Żebyś Ty go widziała w trasie. Codziennie rozmawia z An, An... Nie Anna, Kendall.
- Andrea, sklerotyku.
- No ma się swoje lata. Stary jestem. To ten, codziennie sobie rozmawiają i się nam chyba coś kroi. Andrea i Logan, jest ok. Ale Karolina i Carlos lepiej brzmi, prawda kochanie? Karolina i Carlos Pena. Właśnie! Ja jestem twoim narzeczonym! Musimy ustalić datę ślubu.
- Nie zapędzaj się skarbie. - nachyliłam się do niego i musnęłam w usta, a wtedy zaczął boleć mnie brzuch
- Carlos... - zaczęłam zwijać się z bólu, to było tak okropne, ale ten ból był nie ważny, nie chciałam, żeby coś stało się dziecku!
- Karola, ej. Co jest? - ścisnęłam dłoń Kendalla, bo nie byłam w stanie nic z siebie wydusić
Do sali wpadły pielęgniarki, jedna wyrzuciła Kendalla i nie chciała wpuścić Carlosa, a druga wstrzyknęła coś w moją rękę i przed oczami zobaczyłam ciemność...

Nie spałam już dłuższą chwilę, leżałam sobie tylko z zamkniętymi oczami, gdy drzwi się otworzyły i spojrzałam w tamtym kierunku. Przetarłam oczy, ale to naprawdę do środka wszedł James, który podszedł do mnie i wpił w moje usta.
- Przepraszam. Kochanie tak bardzo przepraszam.
- James, nie to ja przepraszam.
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie mocniej. - przywarłam do niego i mocno, mocno przytuliłam
- Nawet nie wiesz jak się martwiłem.
- James...
- Nie, kochanie. Nic nie mów. Wszystko jest w porządku. Domem się zajmiemy.
- Ale skąd wy się tu wzięliście?
- Następny koncert za 3 dni to wynajęliśmy helikopter i przylecieliśmy.
Chwilę porozmawialiśmy, ale chciałam iść zobaczyć się z resztą. Wyszliśmy z sali i poszliśmy piętro wyżej, ale dobrze, że James wiedział gdzie sala Karoliny, bo ja zapomniałam ją oto wczoraj zapytać. Kiedy tylko zbliżaliśmy się do sali wiedziałam, że coś się stało. Carlos chodził wzburzony, a Kendall starał się go uspokoić, ale ten zaczął się do niego rzucać. Spojrzeliśmy po sobie z Jamesem i podbiegliśmy w ich stronę. Przestraszyłam się dowiadując się, że coś się stało Karolinie.  Z sali wyszedł lekarz i to było jeszcze gorsze...

Słoneczka, krótko jest, ale mam jeszcze tydzień ferii to będzie częściej ;)

Sabgli Szykuj, szykuj ten tasak :D Ja się go nie boję :P (ale chyba zacznę... XD)

Na razie wątek Karolin, ale zaraz wróci pełną parą Logiś i Madzia z Kendem, spokojnie dziewczęta ;D

czwartek, 31 stycznia 2013

rozdział 81

Trafiłam do szpitala, pielęgniarki zajęły się mną, ale nie mogłam się dowiedzieć co z Karoliną. Nie chciały mnie wypuścić i prawdopodobnie zostanę na obserwacji, bo dziecko. Ale przecież tam trzeba się wszystkim zająć. Wszystko tam zostało spalone... Posadziły mnie na wózek i zawiozły do sali, wcześniej dając szpitalną piżamę. Kiedy tylko wyszły, ja także opuściłam pomieszczenie i szłam korytarzem szukając jakiegoś lekarza. Na moje nieszczęście nie znalazłam takowego, a zaraz zobaczyła mnie pielęgniarka i pogoniła do sali, dając mi mój telefon, który ciągle dzwonił. Miliony nieodebranych połączeń od chłopaków... Jak ja mam im o tym wszystkim powiedzieć? Tak naprawdę to ja sama nic o tym nie wiem. Ale chyba czas nadszedł, żebym się dowiedziała, bo pojawili się u mnie policjanci. Najprawdopodobniej to było podpalenie. Od razu miliony pytań nasunęły mi się do głowy. Czemu ktoś chciał to nam zrobić? W jakim celu i z jakiego powodu? W trakcie naszej rozmowy zaczął dzwonić mój telefon, ale nie zwróciłam teraz na niego uwagi.
- Czy mógłby chociaż pan powiedzieć co z moją przyjaciółką? Nie mogę się niczego dowiedzieć.
- Chodzi o tą dziewczynę, która była w środku? - przełknęłam głośno, miałam nadzieję, że jednak jej tam nie było
- Tak.
- Nie wiele wiem, ale chyba wszystko z nią w porządku. Ogień nie zdążył rozprzestrzenić się na górze, dochodząc do pokoju pani przyjaciółki.
- Czyli... Nic poważniejszego jej nie jest?
- Nie, spokojnie. - położył rękę na moim ramieniu i wyszedł z sali
Telefon zaczął dzwonić kolejny i w końcu odebrałam. Najpierw dostałam opieprz za siebie i Karolinę, jakby to moja wina była, że nie mogłam odebrać, ale w końcu podczas monologu Carlosa wtrąciłam, że jestem w szpitalu.
- Że co proszę?! Jakim szpitalu?! Co się stało?! KAROLINA!
- Spokojnie. Nic nie jest ani mi ani Karoli, choć jeszcze się z nią nie widziałam.
- Słucham?! To wy obie jesteście w szpitalu? Co tam się stało?!
- W naszym domu był pożar...
- Pożar?! - usłyszałam głos wszystkich
- Z tego co powiedział mi policjant to podobno było podpalanie.
- Ale Karolinie nic na pewno nie jest? - odezwał się James
- Tak powiedział policjant. Mi karzą siedzieć w sali.
- Zostawić was same, to zaraz coś się niedobrego dzieje...
- Jakby to była nasza wina!
- Ej, kochanie. Spokojnie. - usłyszałam Carlosa
Gdy zakończyłam rozmowę i tak wymknęłam się z sali w celu znalezienia Karoliny. Przecież gdzieś musiała tutaj być. Przeszłam cały ten oddział, a potem zeszłam piętro niżej i tam w telewizorze, który wisiał w korytarzu mówiono o naszym domu. Gdy spojrzałam na nasz dom... On mi go nie przypominał. Jak był w kolorze, to teraz był cały czarny. Powstrzymałam łzy i poszłam w głąb korytarza. W końcu w jednej z sal znalazłam Karolinę. Weszłam po cichu do środka, bo wydawało mi się, że spała. Jednak, gdy podeszłam do jej łóżka zauważyłam na jej policzkach łzy. Dotknęłam jej dłoni, a ta otworzyła oczy, po chwili przytulając się do mnie.
- Hej, co się stało?
- Ja chciałam uciec, ale ktoś przyłożył mi to do ust...
- Czyli jednak podpalenie. Ale kto mógł to zrobić?
- Widziałam ją, zanim straciłam przytomność. To była Majka.
- Słucham?!
- Tak mi się wydaje.
- Co za idiotka! Czego ona jeszcze od nas chce?!
- I nie jestem w ciąży. - spojrzałam na nią, a widać było, że tego pragnęła
- Tak mi przykro... - przytuliłam ją mocno, a ta zaczęła jeszcze bardziej płakać

Dobra, powiedziałam Wam :P Wszystko wyszło na jaw, ciąży nie ma, Majka spowodowała pożar i się zaczyna :P Zmieni się na gorsze, na lepsze? Hmm?
Mam ferie, wena jakoś jest, jest i rozdział :P

poniedziałek, 28 stycznia 2013

rozdział 80

Nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Byłem z dala od niej i nie wiedziałem co się z nią dzieje. Coś się tam wydarzyło, a nawet nie wiem co. Dlaczego mam taką pracę?! Nie mógłbym być jakimś zwykłym pracownikiem i pracować blisko domu?! A jeśli coś jej się stało? Do tego wszystkiego jeszcze jesteśmy pokłóceni... Bałem się, że jej uczucie do mnie się wypaliło, a odrodziło się do Łukasza. Poszedłem do pokoju jedno z przyjacieli.
- Możemy pogadać?
- Pewnie. Co jest James? - odpowiedział Logan
- O Karoli chciałbym pogadać...
- Nie wiem czy jestem odpowiednią osobą do tego...
- Logan, ja wiem, że pomiędzy nami nie zawsze było dobrze i też trochę poszło o nią, ale przepraszam Cię. Ty byłeś przy tym wszystkim na lotnisku... Wiesz czego się boję? Że przestała mnie kochać...
- James! O czym Ty mówisz?! Powiem Ci jak to było...
Gdy Logan opowiedział mi o wszystkim, pomyślałem, że jednak może nie. Że jednak mnie kocha. Czy mogłaby kłamać tyle czasu? Po tym ile przeszliśmy? Zastanawiałem się co mam zrobić. Chciałbym z nią porozmawiać na osobności, ale... Jak? Skoro dzieli nas tyle kilometrów?

Poszłam do apteki po test dla niej. Jeśli okaże się, że jest w ciąży... Będzie w takiej sytuacji jak i ja z Carlosem... Trochę czasu minęło zanim doszłam do apteki, a tam aptekarka cały czas uśmiechała się w moją stronę, a potem życzyła pozytywnego wyniku. Taa, tylko że ja już jestem w ciąży, ale dobra. Droga powrotna też mi trochę zajęła, a gdy skręcałam w naszą ulicę usłyszałam syreny. Gdzieś tu niedaleko musiał być pożar. Gdy dochodziłam do domu, zauważyłam, że straż pożarna zatrzymała się obok naszego domu. Że co?! Biegiem ruszyłam w stronę domu, ale zaraz jakiś policjant mnie zatrzymał.
- Ja tam mieszkam!
- Przykro mi. W tej chwili gaszony jest ogień.
- Ale tam jest moja przyjaciółka! Do tego w ciąży!
Od razu odwrócił się i powiedział komuś o tym, a ja w tym czasie skorzystałam z okazji i pobiegłam w stronę domu. Wbiegłam do środka i rozejrzałam się. W salonie jej nie było, więc zapewne musi być na górze! Chciałam coś krzyknąć do strażaków, ale przed oczami zobaczyłam ciemność...

- Carlos, możesz się do dzwonić do Karoliny? Bo ja do swojej nie.
- A to już pogodzeni? W końcu.
- No właśnie jeszcze nie. Chce do niej zadzwonić, ale nie mogę się dodzwonić.
- Czekaj chwilkę.
Próbował kilka razy, ale nic z tego. Zacząłem się martwić. To dziwne, że nie odbiera żadna z nich. Czy coś tam się wydarzyło?


Kiedyś myślałam w żartach o tym pożarze, ale jakoś tam się pożar wydarzył. Pomysły jakieś co do tego kto mógł to zrobić? ;)
I wiem, że krótki.... I'm sorry <3