piątek, 5 października 2012

rozdział 69

Wyszedłem w domu, aby od tego wszystkiego odpocząć. Wszyscy są na dobrej drodze, mają swoje miłości, a ja jestem sam jak palec. Karolina z Jamesem, słitaśne małżeństwo, Magda z Kendallem, szczęśliwa para najmłodszych, Karolina z Carlosem się zaraz pogodzą, a ja to się mogę z poduszką poprzytulać i po miziać. Skierowałem się do kawiarni w celu napicia się jakiejś dobrej kawy. Siedziałem przy tym stoliku i chciałem coś zmienić w swoim życiu. Zawsze pomagam innych, a o sobie nigdy nie myślę. Dobra, raz myślałem i przesadziłem... Gdy dopiłem kawę i wstawałem, wpadłem na kogoś.
- Cholera! Chodzić nie umiesz?! - krzyknęła na mnie blondynka
- Przepraszam. Nie chciałem.
- Ty nie chciałeś, a ja teraz będę się tłukła do domu w poplamionej bluzce!
- Ej, wyluzuj co? Nie chciałem.
- Chrzań się! - odeszła ode mnie stukając obcasami, ale pobiegłem za nią
- Mieszkam niedaleko. Chcesz to pojedziemy i spierzemy tą plamę.
- I na co liczysz? Na darmowy seks?
- Nie wyobrażaj sobie za dużo. Chce tylko pomóc. Po za tym nie mieszkam sam, nic Ci nie zrobię! - wkurzyłem się na nią, przecież niespecjalnie na nią wpadłem!
Zaraz skierowaliśmy się w drogę do domu, a jak się okazało Andrei - powiedziała mi swoje imię, gdy już przestała na mnie warczeć - to pokazałem gdzie jest łazienka, a sam poszedłem zrobić coś do picia.
- Twoja dziewczyna się chyba wkurzyła jak mnie zobaczyła. - w kuchni pojawiła się i ona
- Nie mam dziewczyny.
- A to Twoja współlokatorka jest zazdrosna, a z resztą nie ważne. Sory, że tak wcześniej na Ciebie nakrzyczałam.
- Zapomnijmy, ok? I zacznijmy tą znajomość od początku. - puściłem w jej stronę oczko
- Nie myśl sobie od razu za dużo.

~Karolina

Jest w ogóle zajebiście! Najpierw chciał mi powiedzieć, że chce, żeby wszystko było pomiędzy nimi normalnie, bo już ma jakąś panienkę! Trzasnęłam mocno drzwiami i opadłam na łóżko, zanosząc się po raz kolejny dziś płaczem. To zabolało, że Carlos mnie nie chce...
- Coś się stało? - usłyszałam Carlosa w drzwiach
- Wyjdź! - krzyknęłam, rzucając w niego pierwszym lepszym co miałam pod ręką, a ten zamknął szybko drzwi
- Co jest?! - krzyknął zza nich
- Nie chce Cię znać!
Nie mogłam przestać płakać. Myślałam, że jeszcze się zejdziemy, ostatnio nawet dawał mi takie znaki, a teraz co? Teraz wszystko poszło się... do śmieci. Gdy nagle drzwi otworzyły się, a w nich pojawiła się Karolina z pijaną Magdą. Spojrzała na mnie i położyła szybko Magdę na łóżku, podeszła do mnie i mocno przytuliła. Teraz właśnie tego było mi trzeba. Nienawidzę go! Nienawidzę po prostu!

~Logan

Z Andreą świetnie mi się rozmawiało i podobało mi się, że mówiła wszystko szczerze prosto z mostu, a że bez ogródek to mniejsza o to. Nagle wszyscy pojawili się w domu, a jak zauważyłem Magda nam się z Kendallem upiła.
- Karolina to ich chyba zabije jutro. Mogli sobie darować te wino. - wszedł do kuchni James i spojrzał pytająco na mnie
- James poznaj Andreę. Andrea to James. Mój kumpel z zespołu.
Chwilę potem dziewczyna musiała się zbierać. Co do czego, to ma rację. Jutro będzie tu awantura, że Kendall upił Magdę i pewnie zabroni im się spotykać. Jakie te życie jest dziwne... Jak bardzo miłość komplikuje nam życie. Ale serce nie sługa, samo wybiera.

-------------------------------
Powitajmy na pokładzie tego opowiadanie Andreę! :D Edzia, witaj w gronie znajomych BTR-ów xd
I co? Edzia ma dziś urodziny! Pisałam Ci już życzenia, ale i tak jeszcze raz życzę Ci naj, naj, najlepszego wszystkiego ;)
Rozdziały do przodu się skończyły... Trzeba się wziąć w garść i coś napisać, ale co ja Wam tu będę biadolić xd Do napisania, moi drodzy Czytelnicy <3

czwartek, 27 września 2012

rozdział 68

Z samego rana, gdy się obudziłam i rozejrzałam gdzie ja jestem, nie dowierzałam. Nie byłam w swoim łóżku, tylko siedziałam w samochodzie Kendalla. Przetarłam oczy, a ja nadal tu byłam! A obok mnie siedział właśnie Kend i prowadził samochód.
- Co Ty robisz?! - zaśmiałam się
- Porywam Cię. - musnął szybko moje usta
- Zwariowałeś.
- Na Twoim punkcie. - wyszczerzył się w moją stronę
- Ja się chyba muszę zastanowić czy ja chce się w to pakować... - spojrzał na mnie groźnie - Żartuje. - ujął moją dłoń w swoją i podniósł do góry w celu pocałowania jej
- Kocham Cię. - szepnął, patrząc mi w oczy
Okazało się, że zabrał mnie do lasku, na łąkę. Gdy zatrzymał samochód, wyciągnął z bagażnika koc i koszyk. Od razu wpakowałam się na niego i mocno przytuliłam. Tak bardzo marzyłam o tym od dłuższego czasu, a teraz mogę to robić w każdej chwili. Prawie każdej... Kendall zmartwił, że coś się stało, ale wcale tak nie było. Chciałabym spędzać z nim każdą chwilę, a tu zaraz wakacje mi się skończą i ponownie do szkoły. A oni niedługo wracają na plan czwartego sezonu i pracy nad płytą. Życie gwiazd...
Przygotował pyszne jedzenie. Do wyboru do koloru. Były nawet moje ulubione truskawki w czekoladzie. Wzięłam jedną i skierowałam do ust Kendalla, a gdy miał już ją przegryźć, zabrałam mu sprzed ust i sama ją zjadłam. Spojrzał na mnie groźnie, na co tylko się wyszczerzyłam. Gdy w pojemniku zobaczyłam ostatnią, od razu się na nią rzuciłam, ale ubiegł mnie.
- Ploseee... - wyciągnęłam rękę w jej stronę, ale odsunął ją
- No Kend... - przeszłam na niego i próbowałam mu ją zabrać, ale nie udało mi się, a on już leżał pode mną, nadal mając z dala tą truskawkę!
- Mi nie dasz? - spytałam, a ten pokiwał przecząco głową uśmiechnięty
- A może spróbujmy inaczej. Co będę miał za to, gdy Ci ją dam?
- Buziaka. - musnęłam szybko jego usta
- Kpisz sobie ze mnie? - przyciągnął mnie do siebie i pocałował
Odgryzł kawałek truskawki, a większa część zastała dla mnie, ale jeszcze igrał sobie ze mną i zabierał mi ją! Drań jeden! Okazało się także, że ma wino... Nie wiem czy to jest dobry pomysł, ale mieliśmy wypić tylko po jednym kieliszku... Po pierwszym, drugi miał być ostatnim, aż wypiliśmy całą butelkę. Moje oczy z każdą chwilą stawały się cięższe, a zasnęłam leżąc na torsie Kendalla...

~Karolina

Wszystkich gdzieś wywiało, a w domu zostałam sama z Carlosem. Z powodu braku pomysłu na to co mam robić, zeszłam na dół w celu obejrzenia czegoś w telewizji. Nie przewidziałam opcji, że mogę zastać tam Carlosa. Od razu skręciłam w stronę kuchni i... zastanawiałam się co zrobić sobie jak już tu jestem. Z tego powodu, że akurat na nic nie miałam ochoty, nalałam sobie wody, a gdy wychodziłam ze szklanką z zamiarem wejścia z powrotem na górę, usłyszałam:
- Masz ochotę obejrzeć ze mną film? - stanęłam na środku salonu, wgapiając się przed siebie
- A ten, co leci? - odezwałam się po chwili, żeby nie wyjść na idiotkę
- Nie wiem nawet, poszukamy coś razem? - spojrzałam na niego, a nogi same skierowały się na kanapę
Przelecieliśmy wszystkie kanały, a gdy Carlos coś zaproponował, pokiwałam głową nawet nie wiedząc co to za film. Wpatrywałam się w ekran, nie zwracając uwagi na film. Myślałam o tym wszystkim. Znowu zamącił mi moje myśli i sama już nie wiedziałam czego chce. CARLOS!
- Tak? - usłyszałam
- Co tak? - spojrzałam na niego zdezorientowana
- Powiedziałaś Carlos. Coś się stało? - spytał, a ja teraz zauważyłam, że siedzimy bardzo blisko siebie, a dłonią obejmuje mnie w ramieniu
Otworzył już usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale zadzwonił mój telefon. Odsunęłam się od niego i odebrałam. Okazało się, że Magda z Kendallem się upili... No ich zamordować tylko! Karolina ich przecież zamorduje jak zjawi się tam na miejscu!
- Karola, porozmawiajmy. Mam do Ciebie sprawę. Wiem, że byliśmy kiedyś razem, ale chciałbym, żeby to nie zaważyło... - odezwał się mój telefon.
Zrobiło mi się smutno. Mówił tak jakby chciał, żeby było między nami wszystko ok, ale nie chciał być ze mną. Odebrałam od Łukasza, bo to akurat on dzwonił. Chciał się spotkać. Szybko wyszłam z domu, a z pod moich powiek wydostały się łzy. Przeliczyłam się. Myślałam, że coś do mnie czuje, a tu się okazuje, że wcale tak nie jest! Jaka ja jestem głupia. Kiedy dotarłam do domu cioci Łukasza, a to on otworzył drzwi, wtuliłam się w niego mocno.

------------------------------------------------
Ja chce żyć! Nie chce dostać patelnią, jakimś nożem czy siekierą! :D
DEDYKACJA dla @sabgli :) Za to, że się teraz szczerzę do ekranu ;) Plany mi nie wyszły... Rozdział miał być w przyszłym tygodniu, ale no... Mam dobre serducho ;)
Edzia! Już tylko jeden rozdział ;D

środa, 26 września 2012

rozdział 67

Nastał i wtorek. Przebojowy mieliśmy weekend. Aż za bardzo przebojowy chciał być... Z powodu zbliżających się urodzin Carlosa, postanowiłam kupić mu prezent. Wybrałam się na zakupy, a w sumie było też to takie małe ucieknięcie. Nie wiedziałam co myśleć o wczorajszym wieczorze. Gdyby mu zależało, przyszedł by jeszcze i porozmawiał, a może to tylko taka chwila słabości? Nie, nie chce zawracać sobie tym głowy. Wszystkie wyjdzie, o ile ma to wyjść na światło dzienne.
Chodząc po sklepach, nie mogłam zdecydować się co mu kupić. Jak na coś wpadłam, to po chwili zastanowienia stawał się to denny pomysł. Idąc coraz dalej, trafiłam na wystawę z niemowlęcymi rzeczami. Nie mogłam się oprzeć i weszłam do środka. Wszystko było takie maleńkie i śliczne. Gdzie tylko przeszłam, podobało mi się wszystko. Miałam ochotę coś kupić dla maleństwa, ale zdecyduj się wśród tylu rzeczy... Nagle ktoś do mnie poszedł.
- Który miesiąc? - spytała mnie ekspedientka
- Początek trzeciego miesiąca. - uśmiechnęłam się, kładąc dłoń na swoim jeszcze dość płaskim brzuchu, który zaczynał nabierać kształt
- Gratuluje. Nie wie pani na co się zdecydować?
- Tak, wszystko jest śliczne. I takie malusieńkie. - powiedziałam, trzymając w dłoniach buciki
Zdecydowałam się na mnie. Były  prześliczne, a na samo wyobrażenie ich na stópkach mojego dziecka, rozpływałam się. Ale gdy tylko wyszłam ze tego cudownego sklepu, wpadł mi do głowy pomysł. Już wiedziałam, co dam jako prezent Carlosowi. Teraz tylko ładnie to zapakować i wszystko gotowe.
Kiedy wróciłam do domu... To żałowałam, że do niego wróciłam. Atmosfera tam była tam nie do zniesienia. Każdy był w dziwnym humorze. Młodej coraz częściej nie było w pokoju, ale czy to mnie dziwiło? A wcale! Niech im się układa z Kendallem. Oczywiście bez przesady. Na wszystko mają czas. Pomiędzy mną, a Carlosem coraz dziwniejsze rzeczy się dzieją, ale nie wiedziałam czy to dobrze czy to źle, ale jednak wszystko mnie do niego ciągnęło.
Chcąc coś zjeść, udałam się do kuchni. Przez ciążę miałam ochotę jeść co chwila. Mały Carlito jest strasznym żarłoczkiem. Kogo zastałam w kuchni? Tatuś tam na nas czekał. Gdy weszłam, uśmiechnął się delikatnie w moją stronę. Ja nie chciałam tego zrobić, ale na moją twarz sam wskoczył uśmiech. Zapewne przez ten mój pomysł. Ciekawa jestem jego reakcji na ten prezent. Mam nadzieję, że się ucieszy.
- Jest może czekolada? - spytałam, aby nie było pomiędzy nami kompletnej ciszy
- W górnej szafce. - odparł, a gdy sięgnęłam tam, nasze dłonie się spotkały
- Proszę. - ciągle się uśmiechając, podał mi ją
- Dziękuje. - wystawił w moją stronę swój policzek i wskazał na niego palcem
- A spadaj. - wystawiłam w jego stronę język i rozbawiona stamtąd wyszłam
W salonie teraz zastałam wychodzących Magdę i Kendalla.
- Ej! Czekajcie! Śpieszycie się? - spytałam, podchodząc do nich szybko
- W sumie to nie. - odparł Kend
- To porywam na chwilę Magdę. Chcę jej tylko coś pokazać. - uśmiechnęłam się na samą myśl, że znów je zobaczę
- Zaraz wracam. - uśmiechnęła się do swojego chłopaka i podążyła za mną
Pojawiając się w pokoju, wyjęłam szybko buciki i zaczęłam nimi 'maszerować' w powietrzu. Magda na sam widok, uśmiechnęła się. Już chciałabym mieć przy sobie mojego maluszka. Chciałabym też, żeby moje życie wróciło do normalności... Kto wie? Wszystko się jeszcze może zdarzyć. I oby zdarzyło się jak najszybciej. Nagle do pokoju ktoś zapukał i szybko wszedł, a ja nie zdążyłam schować malutkich bucików za siebie. Okazało się jednak, że to była Karolina, więc na spokojnie. Uśmiechnęła się także na ich widok.
- Cudowne są.
- No to ten... Ja już pójdę. - powiedziała Magda i szybko wyszła, a Karolina nic nie zrobiła
- Mogłabyś coś... - przerwała mi
- Daj mi to wszystko przemyśleć. Mam inną sprawę do Ciebie, a dokładniej nie ja... - do pokoju wszedł James i przyglądał mi się uważnie
- Co jest? - spytałam, a zauważyłam, że przygląda się moim dłoniom, na których ciągle były buciki i szybko schowałam je za siebie
- Wiem. Domyśliłem się, gdy widziałem Cię w sklepie dziecięcym. - spojrzałam na niego zaskoczona
- Dobra, wiesz, ale nie waż się o tym mówić Carlosowi, zrozumiano? - odparłam po dłuższej chwili
- Powinien wiedzieć. Jest w końcu ojcem.
- Sama zadecyduje kiedy się o tym dowie, a z resztą czy w ogóle się dowie. - James już miał coś mi odpowiedzieć, ale dodałam - Kobietom w ciąży się nie odmawia. - zmierzył mnie wzrokiem
- Ok. - pokręcił bezradnie głową i bardzo mnie to ucieszyło
Ja sama zdecyduje o tym wszystkim, a nikt nie będzie mnie to tego zmuszał. Mam już przemyślane i wiem co będzie się działo w moim życiu. Oby wszystko było według oczekiwanego przeze mnie scenariusza...
- Swoją drogą Wy sami też możecie się postarać. - wyszczerzyłam się do nich
- A zobaczysz, niedługo się pojawi mały pan Maslow. Albo pani Maslow? A może...
- James skończ! - zaśmiała się Karolina
- Oj pamiętam, gdy ostatnio myślał, że jesteś w ciąży.
- Oj tam, oj tam. Nie mam nic przeciwko. - uśmiechnął się i oni mimo tych wszystkich kłótni zawsze będą tworzyć najlepszą dla mnie parę