Nagle jednak zauważyłam go przy wejściu na pokład samolotu. Zaczęłam biec w tamtym kierunku, nawołując go. Jednak on nie zważając na mnie, szedł dalej. Gdy miał przechodzić przed drzwi prowadzące do samolotu, odwrócił się. Gdy mnie zauważył na jego twarzy widać było zaskoczenie. Teraz zauważyłam dlaczego mnie nie słyszał. Wyjął z uszu słuchawki, a ja w tym czasie dobiegłam do niego i wpadłam w jego ramiona.
- Łukasz... Ja nie chciałam tego wszystkiego wczoraj powiedzieć. Poniosło mnie, ja nie chce żeby coś Ci się stało. Nie pogodzę się, jeśli coś Ci się kiedykolwiek stanie. - próbował mi przerwać, jednak ja mówiłam nadal - Nie mogę Cię stracić, rozumiesz? Jesteś jedną z najważniejszych dla mnie osób, a Ty piszesz się na takie coś... - położył dłoń na moich ustach
- Nic mi się nie stanie, ok? Skarbie, przecież nic mi się nie stanie. Nie jadę tam po to, aby zginąć. Wszystko będzie dobrze, a jeszcze nie raz będziemy się widzieć, gdy wrócę z misji.
- Ty jesteś nienormalny, wiesz? Prze...
- Przepraszam, że państwu przeszkadzam, ale samolot zaraz odlatuje. - przerwała nam jakaś kobieta i odeszła
Nagle Łukasz wpił się w moje usta. Moje oczy na pewno powiększyły się, jednak odwzajemniłam pocałunek. Nawet nie chce myśleć o konsekwencjach tego, ale przecież wiem, że on kocha mnie nadal... Kocham Jamesa, ale jednak gdzieś jakaś malusieńka część mojego serca należy do Łukasza. To James jest dla mnie najważniejszy, ale chłopak, który mnie właśnie całuje też coś dla mnie znaczy...
- Kocham Cię i zawsze będę. Życzę Wam szczęścia. - musnął moje usta i odszedł ode mnie
Kiedy dotarło do mnie to co właśnie powiedział, z moich oczu wypłynęły łzy. On odchodził, aby nie przeszkadzać mojemu małżeństwu. Znaczyłam dla niego tak wiele, że nie chciał mi przeszkadzać w szczęściu. Czy on myśli, że ja będę szczęśliwa wiedząc, że on znajduje się w takim miejscu?!
Wzrok wszystkich ludzi na lotnisku zwrócony był w moją stronę. Jeśli ktoś widział, jak całowałam się z Łukaszem, jeśli dojdzie to w niepowołane ręcę to przecież... Wsiadłam do samochodu Logana i poprosiłam go, żebyśmy już wracali, jednak ten nadal nie odpalał auta.
- Logan, co jest?
- To Ty mi powiedz co to było? Czułe pożegnanie na lotnisku? Zdradzasz Jamesa, a chcesz mnie w to mieszać? Już kiedyś mocno nadwyrężyłem naszą przyjaźń, zgadzając się na związek z Tobą, a teraz co? Znowu mam go okłamywać? To po co Ty w ogóle z nim jesteś skoro jest Łukasz?!
- Mówisz poważnie?! Sądzisz, że zdradzam Jamesa?! No chyba sobie kpisz!
- To co to niby było?! Dlaczego całowałaś się z Łukaszem?!
- Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy! Żałuje, że w ogóle poprosiłam Cię o pomoc, łaskawy panie Hendersonie! - wściekła wyskoczyłam z samochodu, trzaskając drzwiami i udając się na przystanek
Jednak po paru krokach pociągnął mnie za rękę i odwrócił w swoją stronę. Przez dłuższą chwilę mierzyliśmy sie wzrokiem, a z moich oczu nadal płynęły łzy.
- Chodź, wracamy do domu.
- Nie mam zamiaru z Tobą wracać. - siłą pociągnął mnie w stronę samochodu i przypiął pasami
Odkąd obudziłam się w środku nocy, nie mogłam zasnąć. Cały czas było mi niedobrze. Pierwszy raz mi się tak zdarzyło, żebym nudności miała tak długo. Jednak warto to wszystko ścierpieć dla tej małej istotki znajdującej się pod moim sercem. Kiedy któryś raz szłam do łazienki przez przypadek obudziłam Carlosa. Będzie się niepotrzebnie zamartwiał...
- Kochanie, wszystko wporządku? - szepnął przy drzwiach łazienki
- Skarbie, po prostu jeden z objawów ciąży. Nic mi nie będzie.
- Jesteś strasznie blada. - dłonią dotknął mojego policzka
- Nie martw się, chodź się kładziemy. - uśmiechnęłam się do niego odrobinę, jednak widziałam po nim, że i tak będzie się niepokoił
Oboje leżeliśmy w łóżku, ale przez cały czas czułam na sobie jego wzrok. Przysunął się do mnie i delikatnie głaskał mój brzuch, mówiąc do malucha, żeby dał spokój mamusi. Uniósł głowę do góry i zauważył na mojej twarzy uśmiech.
- Zobaczysz, że posłucha się tatusia.
- Na pewno tak będzie. - zbliżył się do mojej twarzy i zaczął muskać moje usta
- Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham. Nie wiem jak wytrzymam ten miesiąc bez Was.
- Damy radę.
- Stracę znów czas, nie widząc tego wszystkiego jak młody się rozwija. Straciłem trzy miesiące, a teraz jeszcze jeden... - jego oczy lekko się zaszkliły
- Carlos... Ale teraz całe życie przed nami, tak? Przez ten miesiąc będę informować Cię o każdej chwili i o tym co się dzieje.
- O tym dobrym i tym złym. - dodał - Jak ja Was kocham... - wtuliłam się mocno z niego
- A my Ciebie tatusiu. - uśmiechnął się jak słodko, a do tego był dumny, że będzie ojcem...
Wreszcie mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa.
W ostatnim rozdziale była taka mała wpadka... Pojawiła się Magda, która ''wyjechała'' na wakacje z przyjaciółką :D za ten błąd przepraszam, Magdy tam nie było jak coś xd
Zapraszam do lajkowania na mojej strony :)
sobota, 8 grudnia 2012
piątek, 30 listopada 2012
rozdział 75
Nie mogłam uwierzyć w to co mówił. Skąd w taki pomysł? Dlaczego on chciał zrobić coś takiego?! Kto normalny idzie do wojska?! Przecież on może tam zginąć! To jest niebezpieczne! On nie może tego zrobić!
- Podjąłem już decyzję i nikt mnie nie przekona, abym zrezygnował. - powiedział mi to w oczy, gdy zaczęłam mu tłumaczyć, że coś mu się stanie
- Wiesz co ci powiem? Że jesteś egoistą. Pieprzonym egoistą! Pomyśl jak będą się czuć Twoi rodzice, gdy coś ci się stanie! Stracili Julkę, a chcesz żeby stracili także Ciebie?!
- Zajmij się sobą, ok?! Ja ci się w życie nie wtrącam! Więc i ty nie wtrącaj się w moje!
- Mam się nie wtrącać?! Czy ty nie rozumiesz, że my wszyscy będziemy się martwić o Ciebie?! Jestem Twoją przyjaciółką i jesteś dla mnie kimś ważnym!
- Powiedziałem już. Nie zmienię zdania. Jutro rano wylatuję do Polski.
- Wyjdź.
- Słucham? - spojrzał na mnie zdezorientowany
- Wyjdź! Jesteś niemożliwy! Myślisz tylko o sobie! - podszedł o krok do mnie i mocno przytulił, ale zaczęłam się z nim szarpać
- Nienawidzę cię! Nienawidzę Twojej decyzji! Dlaczego nie powiedziałeś mi o tym, że w ogóle o czymś takim myślisz?! Ja nie... Zresztą wyjdź! Po prostu wyjdź!
Wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami. Nie potrafiłam dłużej, po prostu zaczęłam płakać. Mój przyjaciel chce iść do wojska, na wojnę. Osunęłam się na podłogę i płakałam. Jedynie tyle w tej chwili potrafiłam. Nie mogłam pozbierać myśli, a jego nie dało się przekonać do zmiany zdania. Jeśli coś mu się stanie, jeśli... on nie wróci stamtąd to ja sobie tego nie podaruje...
- Kochanie? - ukucnął obok mnie
- James, on się zaciągnął do wojska... - przyciągnął mnie do siebie, a ja mocno się w niego wtuliłam
- Mam z nim porozmawiać?
- To nic nie da. Próbowałam.
W jego ramionach czułam się bezpiecznie i uspokoiłam się przy nim. Nawet nie wiem kiedy znalazłam się w objęciach Morfeusza i zwyczajnie zasnęłam.
Kiedy tylko usłyszałam trzask drzwi na górze to już wiedziałam, że ich rozmowa źle przebiegła. Było słychać, że oboje krzyczeli jednak nic nie mogłam zrozumieć będąc na dole z resztą, a oni oglądali coś tam w telewizji i skutecznie wszystko zagłuszał.
- Idiota! Zwykły idiota! - wykrzyknęła Magda, a zaraz wystartowała za nim gdy wyszedł wkurzony drzwiami
Sama chciałam za nimi iść, ale powstrzymał mnie Carlos.
- Kochanie, nie powinnaś się denerwować.
- Nic mi się nie stanie. - już miałam odejść, jednak znów ktoś złapał mnie za rękę
- Karola, co się stało?
- Idź do niej. Lepiej, żeby nie była teraz sama.
- A o...
- Idź! - popchnęłam go na górę, a sama poszłam za Łukaszem i Magdą, jednak zauważyłam, że Łukasz odchodzi
Nie miał zamiaru z nikim rozmawiać. Ani ze mną czy Magdą, ani z innymi. Mógł o tym wszystkim powiedzieć jej wcześniej. A tak powiedział jej dzień przez powrotem do Polski, a kilka dni przed jego odejściem tam... Najgorsze jest to, że on robi to dla nich, a ona ma mu teraz to wszystko za złe... Życie nie oszczędza nikogo z nas.
Gdy przebudziłam się w nocy, nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Byłam na siebie wściekła, że nakrzyczałam tak na niego i powiedziałam, że go nienawidzę... Wcale tak nie było, po prostu się o niego martwiłam. W takim miejscu jest wszystko możliwe, a ilu ludzi straciło tam życie? Skąd w ogóle ten pomysł? Dlaczego zdecydował się na coś takiego? Czy to ze względu na mnie, ale nie... Przecież ja sobie tego nie daruje, jeśli to jest przeze mnie. Zeszłam z łóżka i wzięłam swój telefon schodząc do kuchni. Usiadłam przy stole i spojrzałam na ekran. Weszłam w przeglądarkę i znalazłam stronę lotniska. Znalazłam lot do Polski. W dniu dzisiejszym był tylko jeden. O godzinie 5. Teraz była godzina trzecia. Wybiegłam szybko z kuchni i skierowałam się do pokoju Logana. Cicho wślizgnęłam się do środka i zaczęłam budzić przyjaciela. Po krótkiej chwili spojrzał na mnie.
- Coś się stało? - spytał, przecierając oczy
- Logi, proszę. Zawieź mnie na lotnisko.
- Co? Po co na lotni... a Łukasz? No dobra, tylko muszę kawy...
- To ubieraj się, a ja nam zrobię.
- Ok, już. - zaświecił lampkę, która chwilowo go oślepiła
- Dziękuje Logan. - szepnęłam wychodząc z pokoju
- Spoko.
Zeszłam szybko do kuchni i zrobiłam nam kawy. Wzięłam kubek termiczny i zaraz znajdywała się w nim. Wyszłam z pomieszczenia, gdy Logan akurat schodził. Poszliśmy do garażu, a tam wsiedliśmy w jego samochodu. Miałam tylko nadzieję, że zdążymy... Po drodze ukradłam kilka łyków kawy Loganowi, a gdy dotarliśmy na lotnisko wyszłam szybko z samochodu i pobiegłam w stronę odlotów. Znalazłam miejsce, gdzie mieli zbierać się pasażerowie do Polski i zaczęłam szukać wzrokiem Łukasza jednak nigdzie go nie widziałam... Jak ja w ogóle tak mogłam tak na niego nakrzyczeć i to takie słowa?! Do tego nie uda mi się go teraz przeprosić...
Dedykowany LiluŚka uŚka bo odgadła mój zamiar! Co mi się nie podoba ;D bo myślałam, że uda mi się każdą z Was zaskoczyć ;D
- Podjąłem już decyzję i nikt mnie nie przekona, abym zrezygnował. - powiedział mi to w oczy, gdy zaczęłam mu tłumaczyć, że coś mu się stanie
- Wiesz co ci powiem? Że jesteś egoistą. Pieprzonym egoistą! Pomyśl jak będą się czuć Twoi rodzice, gdy coś ci się stanie! Stracili Julkę, a chcesz żeby stracili także Ciebie?!
- Zajmij się sobą, ok?! Ja ci się w życie nie wtrącam! Więc i ty nie wtrącaj się w moje!
- Mam się nie wtrącać?! Czy ty nie rozumiesz, że my wszyscy będziemy się martwić o Ciebie?! Jestem Twoją przyjaciółką i jesteś dla mnie kimś ważnym!
- Powiedziałem już. Nie zmienię zdania. Jutro rano wylatuję do Polski.
- Wyjdź.
- Słucham? - spojrzał na mnie zdezorientowany
- Wyjdź! Jesteś niemożliwy! Myślisz tylko o sobie! - podszedł o krok do mnie i mocno przytulił, ale zaczęłam się z nim szarpać
- Nienawidzę cię! Nienawidzę Twojej decyzji! Dlaczego nie powiedziałeś mi o tym, że w ogóle o czymś takim myślisz?! Ja nie... Zresztą wyjdź! Po prostu wyjdź!
Wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami. Nie potrafiłam dłużej, po prostu zaczęłam płakać. Mój przyjaciel chce iść do wojska, na wojnę. Osunęłam się na podłogę i płakałam. Jedynie tyle w tej chwili potrafiłam. Nie mogłam pozbierać myśli, a jego nie dało się przekonać do zmiany zdania. Jeśli coś mu się stanie, jeśli... on nie wróci stamtąd to ja sobie tego nie podaruje...
- Kochanie? - ukucnął obok mnie
- James, on się zaciągnął do wojska... - przyciągnął mnie do siebie, a ja mocno się w niego wtuliłam
- Mam z nim porozmawiać?
- To nic nie da. Próbowałam.
W jego ramionach czułam się bezpiecznie i uspokoiłam się przy nim. Nawet nie wiem kiedy znalazłam się w objęciach Morfeusza i zwyczajnie zasnęłam.
Kiedy tylko usłyszałam trzask drzwi na górze to już wiedziałam, że ich rozmowa źle przebiegła. Było słychać, że oboje krzyczeli jednak nic nie mogłam zrozumieć będąc na dole z resztą, a oni oglądali coś tam w telewizji i skutecznie wszystko zagłuszał.
- Idiota! Zwykły idiota! - wykrzyknęła Magda, a zaraz wystartowała za nim gdy wyszedł wkurzony drzwiami
Sama chciałam za nimi iść, ale powstrzymał mnie Carlos.
- Kochanie, nie powinnaś się denerwować.
- Nic mi się nie stanie. - już miałam odejść, jednak znów ktoś złapał mnie za rękę
- Karola, co się stało?
- Idź do niej. Lepiej, żeby nie była teraz sama.
- A o...
- Idź! - popchnęłam go na górę, a sama poszłam za Łukaszem i Magdą, jednak zauważyłam, że Łukasz odchodzi
Nie miał zamiaru z nikim rozmawiać. Ani ze mną czy Magdą, ani z innymi. Mógł o tym wszystkim powiedzieć jej wcześniej. A tak powiedział jej dzień przez powrotem do Polski, a kilka dni przed jego odejściem tam... Najgorsze jest to, że on robi to dla nich, a ona ma mu teraz to wszystko za złe... Życie nie oszczędza nikogo z nas.
Gdy przebudziłam się w nocy, nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Byłam na siebie wściekła, że nakrzyczałam tak na niego i powiedziałam, że go nienawidzę... Wcale tak nie było, po prostu się o niego martwiłam. W takim miejscu jest wszystko możliwe, a ilu ludzi straciło tam życie? Skąd w ogóle ten pomysł? Dlaczego zdecydował się na coś takiego? Czy to ze względu na mnie, ale nie... Przecież ja sobie tego nie daruje, jeśli to jest przeze mnie. Zeszłam z łóżka i wzięłam swój telefon schodząc do kuchni. Usiadłam przy stole i spojrzałam na ekran. Weszłam w przeglądarkę i znalazłam stronę lotniska. Znalazłam lot do Polski. W dniu dzisiejszym był tylko jeden. O godzinie 5. Teraz była godzina trzecia. Wybiegłam szybko z kuchni i skierowałam się do pokoju Logana. Cicho wślizgnęłam się do środka i zaczęłam budzić przyjaciela. Po krótkiej chwili spojrzał na mnie.
- Coś się stało? - spytał, przecierając oczy
- Logi, proszę. Zawieź mnie na lotnisko.
- Co? Po co na lotni... a Łukasz? No dobra, tylko muszę kawy...
- To ubieraj się, a ja nam zrobię.
- Ok, już. - zaświecił lampkę, która chwilowo go oślepiła
- Dziękuje Logan. - szepnęłam wychodząc z pokoju
- Spoko.
Zeszłam szybko do kuchni i zrobiłam nam kawy. Wzięłam kubek termiczny i zaraz znajdywała się w nim. Wyszłam z pomieszczenia, gdy Logan akurat schodził. Poszliśmy do garażu, a tam wsiedliśmy w jego samochodu. Miałam tylko nadzieję, że zdążymy... Po drodze ukradłam kilka łyków kawy Loganowi, a gdy dotarliśmy na lotnisko wyszłam szybko z samochodu i pobiegłam w stronę odlotów. Znalazłam miejsce, gdzie mieli zbierać się pasażerowie do Polski i zaczęłam szukać wzrokiem Łukasza jednak nigdzie go nie widziałam... Jak ja w ogóle tak mogłam tak na niego nakrzyczeć i to takie słowa?! Do tego nie uda mi się go teraz przeprosić...
Dedykowany LiluŚka uŚka bo odgadła mój zamiar! Co mi się nie podoba ;D bo myślałam, że uda mi się każdą z Was zaskoczyć ;D
poniedziałek, 19 listopada 2012
rozdział 74
W naszym domu od kilku dni każdy chodził szczęśliwy. Na każdej twarzy był szeroki uśmiech. Wszystko spowodowało to, że Karolina z Carlosem w końcu się pogodzili. On nie odstępował jej praktycznie na krok. Gdy musiał wyjść do pracy to Karolina musiała go przekonywać, że na pewno jej nic się nie stanie przez te kilka godzin. Może jednak nie każdy był taki szczęśliwy. Kendall był smutny, bo Magda wyjechała na kilka dni z przyjaciółką. Bałam się ją puścić. Miała dopiero czternaście lat, jednak razem z Savannah uprosiły jej mamę, aby mnie przekonała. Do tego młoda przekabaciła Jamesa i po długiej rozmowie z nim w końcu się zgodziłam. Codziennie ze sobą miałyśmy rozmawiać. Wyjechała wczoraj wieczorem, a ja wcześnie rano się obudziłam i nie mogłam już potem zasnąć. Leżałam wtulona w Jamesa i zastanawiałam się nad dzieckiem... James bardzo tego pragnął, a gdy dowiedział się o małym Penie zaczęły się częstsze rozmowy także o malutkim Maslowie. Przypomniała mi się ta sytuacja, gdy chciałam powiedzieć mu o pracy, a ten nie dając mi dojść do słowa pomyślał, że jestem w ciąży. A gdyby tak postarać się o małego szkraba? Taka nasza malutka kopia?
- O mnie myślisz, że się uśmiechasz? - usłyszałam i podniosłam głowę do góry
- Częściowo. - otworzył jedno oko i spojrzał na mnie
- To znaczy?
- O naszym ostatnim częstym temacie rozmów.
- W sensie?
- James... Czasami trzeba użyć mózgu, żeby wiedzieć od razu o co chodzi. - zaśmiałam się na widok jego miny
- Ze mnie się śmiejesz kotek? - przekręcił mnie i patrzył prosto w oczy
- Właśnie o to chodzi. - dłuższą chwilę nic nie mówił, zastanawiając się o co chodzi
- Że tak z rana? - szepnął, muskając moją szyję
- Chodziło mi o to, że chciałabym mieć już dziecko.
- Naprawdę? - pokiwałam głową uśmiechnięta - Kocham Cię. - rzucił i wpił w moje usta
Jako, że wczoraj była niedziela to trzeba było się ruszyć i zacząć szykować do pracy. Po drodze do pracy miał zabrać mnie Ethan. Gdy dowiedział się gdzie mieszkam, zaproponował mi, że może mnie podwozić. Ma podobno po drodze. Z tego względu, że nie mamy z Jamesem samochodu, a ja tym bardziej prawo jazdy, przystałam na to.
- Musimy sobie kupić samochód. - powiedział James, gdy wróciłam z łazienki
- Czytasz mi w myślach? Właśnie o tym myślałam. - zaśmialiśmy się oboje
- Po południu pojedziemy, co Ty na to?
- Już?
- A na co czekać?
- Wariacie mój. - uśmiechnęłam się, muskając jego usta
Podczas naszego pocałunku jego dłonie zawędrowały pod moją bluzkę. Odsunęłam się od niego, kręcąc rozbawiona głową, a ten oburzył się. Pociągnęłam go za sobą i jak się okazało chłopaki czekali już na niego w salonie. Właśnie w takich sytuacjach potrzebny jest też samochód. Tylko, że muszę zrobić sobie prawo jazdy. Oni pojechali do pracy, a z góry zeszła Karolina.
- Jak tam się czujecie?
- Karolina! Błagam! - krzyknęła
- Ale co? - nieźle się zdziwiłam
- Słyszę te pytanie codziennie razy tysiąc od Carlosa. Jest wszystko ze mną w porządku. - zaczęłam się śmiać, to było wiadome, że Carlito bardzo się swoim dzieckiem - Dziękuje Ci bardzo. Twój James nie byłby lepszy.
- A odczep się od niego. - uśmiechnęłam się, a zaraz otrzymałam strzałkę od Ethana
- Mamusiu, lecę do pracy. Trzymaj się. - pocałowałam ją na pożegnanie w policzek i wyszłam z domu
Weszłam do samochodu Ethana i pojechaliśmy do pracy. Mam nadzieję, że ten dzień szybko minie. Chciałabym już skończyć pracę i jechać z Jamesem wybrać samochód. Decyzje w naszym związku padają bardzo szybko. Jednak nie chciałabym zmienić swojego życia. Jest mi dobrze tak jak jest. Jestem szczęśliwa.
Gdy wróciłam z pracy pozostało mi tylko czekać na Jamesa. Nie mogłam się już doczekać. W pracy, gdy miałam chwile wolnego przeglądałam strony z samochodami. Chłopaki wrócili z domu i już mieliśmy wychodzić, gdy zadzwonił dzwonek. Otworzyłam drzwi, a za nimi stał Łukasz.
- O cześć. Wchodź.
- Wychodzisz?
- No tak, a coś się stało?
- Chciałem pogadać, a jutro wyjeżdżam z rana. - spojrzałam na Jamesa
- Później pójdziemy. - musnęłam usta mojego męża i zaprowadziłam Łukasza do naszego pokoju
- A więc o co chodzi?
- Nie przyjechałem tutaj tak po prostu. Tak naprawdę chciałem się pożegnać, bo...
Bo co? ;) Nie zabijajcie za taki koniec ;D Chyba nigdy nie udałoby mi się pożegnać z zakochaną :) To moje 'pierworodne dziecko' i będzie trudno się tutaj pożegnać. Więc na razie jeszcze trochę Was pomęczę :P KOCHAM WAS TAK W OGÓLE <3 I dziękuje za te wszystkie miłe słowa :)
Przepraszam, ale nie będę przysyłać dalej tego Liebster Blog Award, ale nominowało mnie od groma osób i nie wiem ile bym musiała odpowiadać na te pytania itd.
- O mnie myślisz, że się uśmiechasz? - usłyszałam i podniosłam głowę do góry
- Częściowo. - otworzył jedno oko i spojrzał na mnie
- To znaczy?
- O naszym ostatnim częstym temacie rozmów.
- W sensie?
- James... Czasami trzeba użyć mózgu, żeby wiedzieć od razu o co chodzi. - zaśmiałam się na widok jego miny
- Ze mnie się śmiejesz kotek? - przekręcił mnie i patrzył prosto w oczy
- Właśnie o to chodzi. - dłuższą chwilę nic nie mówił, zastanawiając się o co chodzi
- Że tak z rana? - szepnął, muskając moją szyję
- Chodziło mi o to, że chciałabym mieć już dziecko.
- Naprawdę? - pokiwałam głową uśmiechnięta - Kocham Cię. - rzucił i wpił w moje usta
Jako, że wczoraj była niedziela to trzeba było się ruszyć i zacząć szykować do pracy. Po drodze do pracy miał zabrać mnie Ethan. Gdy dowiedział się gdzie mieszkam, zaproponował mi, że może mnie podwozić. Ma podobno po drodze. Z tego względu, że nie mamy z Jamesem samochodu, a ja tym bardziej prawo jazdy, przystałam na to.
- Musimy sobie kupić samochód. - powiedział James, gdy wróciłam z łazienki
- Czytasz mi w myślach? Właśnie o tym myślałam. - zaśmialiśmy się oboje
- Po południu pojedziemy, co Ty na to?
- Już?
- A na co czekać?
- Wariacie mój. - uśmiechnęłam się, muskając jego usta
Podczas naszego pocałunku jego dłonie zawędrowały pod moją bluzkę. Odsunęłam się od niego, kręcąc rozbawiona głową, a ten oburzył się. Pociągnęłam go za sobą i jak się okazało chłopaki czekali już na niego w salonie. Właśnie w takich sytuacjach potrzebny jest też samochód. Tylko, że muszę zrobić sobie prawo jazdy. Oni pojechali do pracy, a z góry zeszła Karolina.
- Jak tam się czujecie?
- Karolina! Błagam! - krzyknęła
- Ale co? - nieźle się zdziwiłam
- Słyszę te pytanie codziennie razy tysiąc od Carlosa. Jest wszystko ze mną w porządku. - zaczęłam się śmiać, to było wiadome, że Carlito bardzo się swoim dzieckiem - Dziękuje Ci bardzo. Twój James nie byłby lepszy.
- A odczep się od niego. - uśmiechnęłam się, a zaraz otrzymałam strzałkę od Ethana
- Mamusiu, lecę do pracy. Trzymaj się. - pocałowałam ją na pożegnanie w policzek i wyszłam z domu
Weszłam do samochodu Ethana i pojechaliśmy do pracy. Mam nadzieję, że ten dzień szybko minie. Chciałabym już skończyć pracę i jechać z Jamesem wybrać samochód. Decyzje w naszym związku padają bardzo szybko. Jednak nie chciałabym zmienić swojego życia. Jest mi dobrze tak jak jest. Jestem szczęśliwa.
Gdy wróciłam z pracy pozostało mi tylko czekać na Jamesa. Nie mogłam się już doczekać. W pracy, gdy miałam chwile wolnego przeglądałam strony z samochodami. Chłopaki wrócili z domu i już mieliśmy wychodzić, gdy zadzwonił dzwonek. Otworzyłam drzwi, a za nimi stał Łukasz.
- O cześć. Wchodź.
- Wychodzisz?
- No tak, a coś się stało?
- Chciałem pogadać, a jutro wyjeżdżam z rana. - spojrzałam na Jamesa
- Później pójdziemy. - musnęłam usta mojego męża i zaprowadziłam Łukasza do naszego pokoju
- A więc o co chodzi?
- Nie przyjechałem tutaj tak po prostu. Tak naprawdę chciałem się pożegnać, bo...
Bo co? ;) Nie zabijajcie za taki koniec ;D Chyba nigdy nie udałoby mi się pożegnać z zakochaną :) To moje 'pierworodne dziecko' i będzie trudno się tutaj pożegnać. Więc na razie jeszcze trochę Was pomęczę :P KOCHAM WAS TAK W OGÓLE <3 I dziękuje za te wszystkie miłe słowa :)
Przepraszam, ale nie będę przysyłać dalej tego Liebster Blog Award, ale nominowało mnie od groma osób i nie wiem ile bym musiała odpowiadać na te pytania itd.
Subskrybuj:
Posty (Atom)